Sześciopak polskiego craftu 92
https://thebeervault.blogspot.com/2017/06/szesciopak-polskiego-craftu-92.html
Dzień jasny, skontrastujemy go więc z piwami ciemnymi. Wszystko od starej gwardii oraz browarów młodszych, ale jednak już doświadczonych. Dodatkowo trzy piwa w tropikalnych klimatach.
Bednary umieją w piwa ciemne. Neurogeneza (alk. 5%) nie jest wyjątkiem od reguły. Stout amerykański wyszedł w głównej mierze palono, w posmaku wręcz węglowo-popiołowo, ale motywy cytrusowej galaretki oraz mocno kakaowej czekolady z kawałkami suszonej pomarańczy zapewniają piwu odpowiednią dawkę Ameryki. O wytrawność również zadbano, natomiast soczyste nuty chmielowe umiejętnie ożywiają piwo. Zastrzeżeń brak. (7/10)

Tropikalność nepomuceńskiego Hooka (ekstr. 17%, alk. 5,7%) ma być oparta o posmaki rumu, powstałe wskutek zastosowania melasy z trzciny cukrowej. I faktycznie gdy się bierze mocny wdech, to są obecne nuty melasy, które można łączyć z rumem (no ale rum to też beczka), przykryte jednak grubą warstwą lukrecji. Całe szczęście od dziecka lubię lukrecję. Poza tym ten stout to stout – a więc paloność, gorzka czekolada i trochę kawy. Gładki, dość pełny, choć nie aż tak jak to sugerują parametry. Bardzo dobry. (7/10)

Pozostając w karaibskich klimatach, grudki cukru muscovado były w trakcie mojego beztroskiego dzieciństwa nieodłącznie powiązane z naleśnikami. Jeśli tylko na stole lądowały naleśniki, to były posypywane tym rodzajem cukru. Pewnie dlatego tak bardzo ucieszył mnie zapach pintowego Havana Stout (ekstr. 16,5%, alk. 6,9%). Mamy tutaj więc muscovado, a także kandyzowany cukier, trochę palonego ziarna. Rum z kolei pojawia się dopiero jako skojarzenie wtórne, tak samo jak tytoniowe nutki, wychodzące na wierzch w posmaku. Trzeba się nastawić na stouta z konkretną słodyczą, no i właśnie – ta słodycz, plus natłok brązowych nut, z pewnością rzecz przewidziana i zaprojektowana – nie pasują mi tutaj. To piwo ma w sobie zbyt mało stouta w sobie, jest bardziej Havana niż stout. I jest tym samym mdłe. Czyli wrażenie pierwotnej wersji, która powstała w zeszłym roku jako Pinta Miesiąca, zostało podtrzymane. A szkoda. (4,5/10)
Virgin Batch z AleBrowaru (ekstr. 18%, alk. 7,2%). Pierwsza warka na własnym sprzęcie, uwarzona ze wsparciem Kjetila z browaru Yolo czy jakoś tak. Ciekawy styl, bo amerykański imperial brown ale. No i się nie udało się. Z jednej strony mamy tutaj zespolenie czekoladowych słodów i nut chmielowych – iglakowych i cytrusowych – w wersji mniej agresywnej niż w black ajpach. Kompozycja ciekawa, wykonanie fatalne, przebijają bowiem nuty soków żołądkowych vel świeżych wymiocin. Nie zabijają wszystkiego, nie są pierwszoplanowe, ale sama ich natura czyni je nieznośnymi nawet przy stosunkowo niewielkiej intensywności. Może trafiła mi się felerna butelka? Wiem jednak, że nie jest to jednostkowe wrażenie. Szkoda, bo gdyby nie to, Virgin Batch byłby udany, jako stosunkowo łagodne, pełnawe, nie przechmielone, ułożone piwo. Nieco podobne swoją drogą do Saint No More uwarzonego kiedyś z Kjetilem. Ale nie tym razem. (4/10)
No i co? Stara gwardia rozczarowała, a drugie pokolenie zasłużyło na laury, nie tylko solidne w ciemnej tematyce Nepomucen i Bednary, ale przede wszystkim Beer Bros.
AlleBrowar potwierdził niską formę. Wszystkie piwa są jakieś niedorobione ze sciągającą goryczką . Jak nie należysz do monokultury HopHeadów to lepiej na razie omijać butelki
OdpowiedzUsuń