Loading...

PolPorter

Nie mogę się zdecydować, czy tytuł tego wpisu, a raczej planowanego cyklu, jest bardziej ludobójczy czy jednak januszo-biznesowy, tymczasem jego treść nie jest aż tak kontrowersyjna. Chyba. Stwierdziłem, że skoro na blogu jest osobny cykl dla polskich imperialnych stoutów, to warto byłoby zrobić analogiczny cykl o polskich mocnych porterach. Bałtyckich, imperialnych – jak zwał, tak zwał. Z jakiegoś powodu imperialne stouty wychodzą jakościowo często zupełnie inaczej niż mocne portery. Otóż portery w polskim wydaniu mają częściej dobrze zamaskowany alkohol, wykazując się zarazem brakiem aldehydu octowego, podczas gdy w przypadku RISów jest na odwrót. Dlaczego – tego nie wiem. Wiem z kolei, że po tematycznym gigawpisie Tomasza ciężko jest w formie pisanej zrobić wrażenie w materii polskiego czarnego złota, no ale trzeba robić swoje. No a skoro projekt leżał przez jakiś czas odłogiem, to warto go odpalić właśnie z okazji Baltic Porter Day. Tak więc...

Od kilku lat uważam Pintę za jeden z najlepszych polskich browarów. Nowozelandzki 8Wired też jest godny uwagi. Wspólne dzieło dwóch powyższych, czyli Bałtyk Tasman Baltic Porter (alk. 9%) niestety okazało się rozczarowaniem. Aromat jest mało złożony i mało intensywny. Ot, trochę gorzkiej czekolady, sporo dunkelowego karmelu, no i jeszcze delikatna metaliczność ze sznytem wiśniowym. Całe szczęście, że smak wbrew oczekiwaniom ma jednak trochę głębi, a piwo jest gęstawe i musujące. Ciemne słody w finiszu przeobrażają się w nieoczekiwany, w zasadzie niewyczuwalny w aromacie palono-kawowy konglomerat. Problem jednak w tym, że alkohol dał piwu sporo cierpkości, a goryczka jest mocna, drapiąca, rozklekotana. Przyjemne w tym piwie są właściwie tylko pierwsze akordy. Szkoda. (5/10)

Czasami mam taką myśl, że za wprowadzanie do sprzedaży ewidentnie zakażonych piw, których nie da się pić, a które w detalu chodzą po dwie dyszki i więcej, powinno się publicznie bić po nogach gumowym młotkiem. Dwa razy zastanawiałem się nad zakupem Pirata Porto BA od Profesji (ekstr. 24%, alk. 11,5%) i w końcu niestety je kupiłem. Na początku zakażenie pokazuje się jeszcze od dobrej strony, mimo że jest nieoczekiwane. Piwo w aromacie jest bardzo winne, pełne przejrzałych czerwonych owoców, nuty drewniane kojarzą się częściowo z korkiem, słody dały czekoladę, zaś zakażenie wiśniowe, nieco flandersowe nuty. I to działa dopóki piwo się nie ogrzeje, w dodatku działa bardziej na poziomie aromatu niż smaku. Ten drugi jest już bardziej porterowy, szczególnie finisz to połączenie czekolady, paloności oraz śliwki. Niestety jednak, całokształt uzupełnia niesamowicie denerwująca kwaśność, która gryzie się dodatkowo z paloną goryczką. Na dokładkę piwo denerwuje również zbyt oczywistym alkoholem, czyniącym finisz irytująco cierpkim. Piwo powinno dostać jeszcze niższą notę, którą zawyża początkowo intrygujący aromat. W smaku po kilku łykach staje się nieznośne. (3/10)

Nitro Rye RIS mnie trochę rozczarował. Jak się rzeczy mają z Nitro Baltic Porterem ze Stu Mostów (ekstr. 25%, alk. 9,5%)? Lepiej, choć i tu mam wrażenie, że nitro spłaszcza głębię, a więc niekoniecznie pasuje do piw bardzo ciężkich. Mamy tutaj stylowe połączenie karmelu, śliwek i czekolady, a ponadto tchnienie wanilii, azotową gładkość, ale i delikatną alkoholową cierpkość. Jako rzekłem, głębi tutaj raczej nie ma, natomiast dzięki gładkości pije się to szybko, co oznacza, że piwo jest zdradliwe – wszak woltaż ma nielichy. Dobra rzecz, ale poniżej oczekiwań. (6,5/10)

Jak wypadła wersja podrasowana dodatkami popularnymi – choć mam czasami wrażenie, że bardziej wśród browarników niż konsumentów? Tonka, Vanilla and Chocolate Baltic Porter Nitro (ekstr. 25%, alk. 9,7%) pachnie troszeczkę czekoladą, ociupinkę wanilią, nader wszystko jednak tą nieszczęsną stonką, która mi się szczerze mówiąc bardziej niż z marcepanem (tak ma być chyba w założeniach) kojarzy z rumiankiem. Niemniej jednak owszem – jest trochę piernikowo, migdałowo, może wręcz nieco cynamonowo. Nuty wersji podstawowej są albo trochę obecne (czekolada) albo niemalże wcale (śliwki i karmel), tak wielkie jest spustoszenie poczynione przez tonkę i azot. Oczywiście piwo jest gładziutkie i cieliste, ale ponownie nie ma w nim głębi. Zyskuje jednak trochę na ogrzaniu, kiedy tonka słabnie, a reszta nut wpycha się w zwolnione tym samym miejsce. W przeciwieństwie do wersji podstawowej mniej czuć alkohol, co jest rzecz jasna zaletą. Ogółem rzecz biorąc – po ogrzaniu – piwo jest smaczne. Chyba że ktoś nie trawi tonki albo rumianku. (6,5/10)

Stosunkowo skromnymi parametrami charakteryzuje się Porter od Trzech Kumpli (ekstr. 20%, alk. 8%), ale dostarcza. Esencjonalna gorzka czekolada polana karmelem i poprzetykana prażonym ziarnem, a w śladowym stopniu również suszonymi owocami, dodatkowo przykryta andrutem. Bardzo gładkie piwo, średnio cieliste, w smaku penetrujące głównie obszary czekoladowo-orzechowe. Alkohol jest ukryty, smak zaś słodkawy, ale z całą pewnością nie przesłodzony. Nie jest to mistrzostwo głębi smakowej, ale jest to w pełni zadowalający, zbalansowany przedstawiciel stylu. (7/10)

Po mało którym piwie spodziewałem się tak mało, jak po Imperial Porterze od chłopaków z Hajera (ekstr. 24%, alk. 8%). Chwilę po wodzie sprzedawanej jako piwo (Winter Ale z Serii 1000) wypuszczono jednak na rynek perełkę. Perełkę zadziwiającą już na poziomie wyglądu, wszak kaskadowej piany, budującej na wierzchu piwa pokrywę o konsystencji śmietany bym się tutaj nie spodziewał. Już na poziomie aromatu jest dość stoutowo, palono-ciemnoczekoladowo. Piwo pachnie i smakuje również nieco kawowo, zaś motywy, których spodziewałem się mocniej podkreślonych, funkcjonują albo peryferyjnie (karmel) albo wręcz zupełnie na marginesie (śliwka). Bez trudu można za to wyniuchać akcenty orzechowe, a nawet cygarowe. Piwo jest gładziutkie, lekko oleiste, wręcz aksamitne. Nie jest to jednak ulepek – goryczkę podkreślono wyraźnie, słodycz lekko zaznaczono. Całość zaś przypieczętowano posmakiem lodów z gorzkiej czekolady w wafelku. Szczerze powiedziawszy smakuje to tak, jak chciałem, żeby smakowało Nitro ze Stu Mostów. Super piwo. (8/10)

Hajerowy Imperial Porter Rum BA był bardzo dobry, ale jednak nie dorównał podstawce. A jak wypadł hajerowy Imperial Porter Bourbon BA? Słodkie kokosowo-waniliowe nuty bourbonu są tutaj dobrze przegryzione z czekoladą i śliwkami, mocniej moim zdaniem wyczuwalnymi niż w podstawce. Przykarmelowana drewniana taniczność wprawdzie trochę zmniejsza głębię podstawki, wprowadzając w finisz ściągające odczucie, wzmacniane przez paloną goryczkę, z drugiej jednak uszlachetnia piwo. Jest bardzo dobrze, ale jest to też jeden z tych przykładów, gdzie podstawka jest tak dopracowana, że wszelkie wariacje, mimo że same w sobie są bardzo dobre, jej nie dorównują. (7/10)

Do bólu klasycznie wypada Pinta wraz ze swoim bodaj pierwszym nieamerykańskim porterem bałtyckim warzonym bez udziału podmiotów zagranicznych. Portermass (ekstr. 27,5%, alk. 11,5%) po dziesięciu miesiącach leżakowania aż bucha dobrą gatunkowo czekoladą, karmelem, skórką chleba, śliwkami i wiśniami. W smaku mamy to samo, ale dodatkowo z zastanawiającą metaliczną nutką w finiszu, prawdopodobnie wtórnym skojarzeniem względem obecnych tutaj nut wiśniowych. Całkiem zgrabnie ukryto wysoką zawartość alkoholu, maskując ją nutami owoców oraz słodyczą, w finiszu dodano wytrawność orzechów włoskich, nie uzyskano natomiast nadmiernej głębi. W takiej postaci piwo jest dobre. Albo tylko albo aż. (6,5/10)

Aż mi serce zabiło radośnie, kiedy się dowiedziałem, że w końcu jakieś polskie piwo wylądowało w beczce po miodzie pitnym. Portermass Mead BA od Pinty to w głównej mierze porterowa podstawka, czyli konglomerat karmelu, czekolady, śliwek oraz wiśni, pokryty cienką ale i bezproblemowo wyczuwalną powłoką z kwiatowego miodu pitnego, dającego przyjemnym utlenieniem z rejonu sherry. Piwo jest słodkie, z lekko propolisowym finiszem, w którym to obecność miodu czuć najbardziej wyraźnie. Akcent mokrego drewna jest ulotny, no ale to nie o drewno w miodzie pitnym chodzi. Wprawdzie nutka zielonego jabłka się przewija, ale zadziwiająco dobrze wkomponowuje się w miód, tak więc nie ma powodu do narzekania. Bdb. (7/10)

Mocno koźlaczący jest z kolei Bojan Porter (ekstr. 22%, alk. 9%). Bukiet jest suszonoowocowo-ciemnochlebowo-karmelowy z nutką orzechów włoskich w tle. Czekolada oraz paloność pojawiają się na dalszym planie. Delikatna cierpkość dobrze współgra ze wspomnianymi orzechami włoskimi, które się na dobre rozsiadły w finiszu. Ten ostatni pozwala również ciemnym słodom na bardziej odczuwalną obecność. Ciekawym aspektem są subtelne akcenty ziołowe, na styku maggi i lubczyku. Zwraca też uwagę mocna goryczka jak na styl oraz dzisiejsze czasy. Naprawdę dobre piwo. (6,5/10)

Baltic Porter Black Forest Kirsch BA z serii Barrel Project browaru Maryensztadt (ekstr. 26%, alk. 10,5%) pachnie połączeniem mokrego drewna, czerwonych owoców i lekko duszącej nutki, która w aromacie kojarzy się z korkiem, w smaku jednak przekierowuje skojarzenia w stronę miodowego propolisu. Dopiero pod tą powłoką można wyczuć subtelne nutki ciemnych, czekoladowych słodów, tworzących wrażenie przygniecionych drewnem pralinek Mon Cherie. Jest to więc w znacznie większym stopniu beczka w formie piwa niż porter bałtycki jako taki. Sama beczka jest osobliwa, zaś porter bałtycki pod tym wszystkim trochę ginie, o ile jest możliwa śmierć częściowa. Nadal jest to jednak moim zdaniem smaczna pozycja, z dobrze wkomponowanym (czyli jedynie grzejącym przełyk) alkoholem, warta wypróbowania ze względu na nietypową beczkę. (6,5/10)

Maltgarden od początku uchodził za markę nad wyraz solidną w segmencie piw ciemnych i ciężkich, toteż z nadzieją sięgnąłem po Sounds Like A Chocolate (ekstr. 25%, alk. 10%). No i jest to całkiem solidne piwo. Kawy dodano oszczędnie, przeto nawet jeśli miałaby dawać fasolą, to tego nie czuć. Z dodatków bardziej prominentny występ dają migdały, czego efektem jest przyjemna marcepanowość. Jako że czekolada z nazwy też jest obecna, toteż mamy efekt batona marcepanowego z grubą powłoką polewy czekoladowej. Piwo swoje ciało ma, które jest balansowane delikatnym kwaskiem. Nie ma z kolei głębi, zaś intensywność smakowa jak na imperialnego portera pozostawia trochę do życzenia. Jest niezłe, ale spodziewałem się czegoś lepszego. (6/10)

I coś lepszego dostałem w postaci Please Pass The Pie (ekstr. 25%, alk. 10%), imperialnego portera z dodatkiem ziaren kakaowca oraz skórek pomarańczy. Potężna baza słodowa to przede wszystkim nuty gorzkiej czekolady, ciemnego pieczywa, toffi oraz śliwek w karmelu. Skórka pomarańczy plumka sobie w tle oraz w posmaku, została więc na szczęście dodana z umiarem i nie ma tutaj efektu aromatyzowanych ciasteczek jak w pomarańczowym Bourbon County. Ciało jest gęste i słodkawe, finisz zaś gorzkawy, subtelnie lukrecjowy i delikatnie palony. Śliwkowość jest też podkreślona, co cieszy. Bdb. (7/10)

Brokreacyjny Imperialny Nafciarz Bunnahabhain BA (ekstr. 24%, alk. 11,6%) to połączenie torfowej wędzonki z natłokiem orzechów włoskich (szczególnie w smaku) oraz kwaskowych czerwonych owoców. Orzechy stanowią zresztą bardzo fajny łącznik z mokrym drewnem, którego tutaj w przeciwieństwie do niektórych torfowych leżaków jednak trochę czuć. Ciało jest tak gęste, że aż oleiste, słodycz jest nieprzegięta i balansowana ostrością torfu, zaś finisz jest delikatnie ściągający, kojarzący się jednak bardziej z taninami niż z alkoholem. To jest świetna rzecz. (7,5/10)

Beczka po winie potrafi w porterze bałtyckim pięknie podbić obecne w podstawce owoce, a i dodać trochę owoców od siebie. Deep Dark Sea Red Wine BA od Brokreacji (ekstr. 24%, alk. 10,1%) to pierwszoplanowa jeżyna, a także czerwone wino, śliwka, wiśnia oraz czarna porzeczka. Bardziej w tle przewija się subtelne mokre drewno, delikatna wanilia oraz akcenty czekoladowe. Owocowość dała piwu delikatny kwasek, zaś goryczka jest zadziorna, taninowa. Jednocześnie piwo jest cieliste i ma trochę tytułowej głębi, no i jest balans. Bardzo dobre. (7/10)

Ogólny poziom piw w tym przeglądzie może wydawać się optymistyczny – większość piw była dobra albo bardzo dobra. Jednocześnie akurat mocny porter jest w polskich warunkach stylem niewdzięcznym. Wszak tak zwane browary regionalne, a nawet koncerny potrafią go stworzyć na poziomie trudnym do osiągnięcia dla wielu craftowców. Bieruński Hajer pobił ten poziom swoim pyszniutkim Imperial Porterem, Brokreacja do niego doszlusowała, ale i zaprezentowała torfową odmianę, a więc niemalże kompletnie odmienną, no i tyle tego by było. Przy stosunku jakości do ceny niektórych warek Komesa, czy też portera okocimskiego, piwa craftowe powyżej (poza dwoma wspomnianymi), pozycjonowane wszak w bardziej ambitnych przedziałach cenowych, niestety mają ciężej. I to jest cenna nauka – jeśli chcesz w Polsce zrobić ciężkiego portera, który ma rację bytu, musisz się postarać jeszcze bardziej niż zwykle.

slider 7561165396705069982

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)