Loading...

Sześciopak polskiego craftu 92

Dzień jasny, skontrastujemy go więc z piwami ciemnymi. Wszystko od starej gwardii oraz browarów młodszych, ale jednak już doświadczonych. Dodatkowo trzy piwa w tropikalnych klimatach.

Bednary umieją w piwa ciemne. Neurogeneza (alk. 5%) nie jest wyjątkiem od reguły. Stout amerykański wyszedł w głównej mierze palono, w posmaku wręcz węglowo-popiołowo, ale motywy cytrusowej galaretki oraz mocno kakaowej czekolady z kawałkami suszonej pomarańczy zapewniają piwu odpowiednią dawkę Ameryki. O wytrawność również zadbano, natomiast soczyste nuty chmielowe umiejętnie ożywiają piwo. Zastrzeżeń brak. (7/10)

Ice Tea Ale ze stajni Beer Bros to spoko piwo. Ice Tea Stout (ekstr. 15%, alk. 5,9%) na poziomie konceptualnym mnie nie przekonywał, szczególnie że dodano tutaj chmielu Sorachi Ace. Ale – charakteryzujące się m.in. kremową pianą piwo okazało się dużo lepsze niż przypuszczałem. Stouta tutaj mało, poza nutkami czekolady w smaku i goryczką, która częściowo jest naznaczona palonym ziarnem. Chmielu jest w sumie jeszcze mniej, jeśli nie liczyć delikatne, na szczęście nie koperkowe a żywiczne akcenty. Dominantą są tutaj nuty cytrusowe pochodzące od dodatków, przy czym bergamotka wydaje się być nieco bardziej obecna od skórki cytrusów. Wiodącym skojarzeniem było u mnie ciasto cytrynowe, choć i faktycznie ice tea. W połączeniu z miękką fakturą i wspomnianą czekoladą wyszło to naprawdę bardzo, bardzo dobrze, a nawet świetnie. Spore zaskoczenie. (7,5/10)

Tropikalność nepomuceńskiego Hooka (ekstr. 17%, alk. 5,7%) ma być oparta o posmaki rumu, powstałe wskutek zastosowania melasy z trzciny cukrowej. I faktycznie gdy się bierze mocny wdech, to są obecne nuty melasy, które można łączyć z rumem (no ale rum to też beczka), przykryte jednak grubą warstwą lukrecji. Całe szczęście od dziecka lubię lukrecję. Poza tym ten stout to stout – a więc paloność, gorzka czekolada i trochę kawy. Gładki, dość pełny, choć nie aż tak jak to sugerują parametry. Bardzo dobry. (7/10)

Oak Aged FES (ekstr. 18%, alk. 7%), wspólne dzieło Widawy i ReCraftu, nie bierze jeńców. Trochę szkoda. Mianowicie miało wyjść zapewne rumowo, stąd na leżak dodano płatków dębowych z beczki po kubańskim rumie, a wyszło jeno kubańsko. Nad piwem unosi się bowiem swąd odpalonego cygara, a ja na tę nutę nie mam bynajmniej ochoty zatańczyć kankana. Co oprócz tego? Wyczuwam nutkę mokrego drewna, popiół, schowaną głęboko czekoladę oraz ziemię. W smaku drewno jest aż zanadto wyraźne, a cukier trzcinowy również mocno zaznacza swoją obecność. Poza lekkim przegazowaniem i trochę zbyt wyraźną jak na moje oczekiwania słodyczą w smaku jest w zasadzie dobrze, co sumarycznie daje niezłe piwo o niezbyt przyjemnym aromacie. (6/10)

Pozostając w karaibskich klimatach, grudki cukru muscovado były w trakcie mojego beztroskiego dzieciństwa nieodłącznie powiązane z naleśnikami. Jeśli tylko na stole lądowały naleśniki, to były posypywane tym rodzajem cukru. Pewnie dlatego tak bardzo ucieszył mnie zapach pintowego Havana Stout (ekstr. 16,5%, alk. 6,9%). Mamy tutaj więc muscovado, a także kandyzowany cukier, trochę palonego ziarna. Rum z kolei pojawia się dopiero jako skojarzenie wtórne, tak samo jak tytoniowe nutki, wychodzące na wierzch w posmaku. Trzeba się nastawić na stouta z konkretną słodyczą, no i właśnie – ta słodycz, plus natłok brązowych nut, z pewnością rzecz przewidziana i zaprojektowana – nie pasują mi tutaj. To piwo ma w sobie zbyt mało stouta w sobie, jest bardziej Havana niż stout. I jest tym samym mdłe. Czyli wrażenie pierwotnej wersji, która powstała w zeszłym roku jako Pinta Miesiąca, zostało podtrzymane. A szkoda. (4,5/10)

Virgin Batch z AleBrowaru (ekstr. 18%, alk. 7,2%). Pierwsza warka na własnym sprzęcie, uwarzona ze wsparciem Kjetila z browaru Yolo czy jakoś tak. Ciekawy styl, bo amerykański imperial brown ale. No i się nie udało się. Z jednej strony mamy tutaj zespolenie czekoladowych słodów i nut chmielowych – iglakowych i cytrusowych – w wersji mniej agresywnej niż w black ajpach. Kompozycja ciekawa, wykonanie fatalne, przebijają bowiem nuty soków żołądkowych vel świeżych wymiocin. Nie zabijają wszystkiego, nie są pierwszoplanowe, ale sama ich natura czyni je nieznośnymi nawet przy stosunkowo niewielkiej intensywności. Może trafiła mi się felerna butelka? Wiem jednak, że nie jest to jednostkowe wrażenie. Szkoda, bo gdyby nie to, Virgin Batch byłby udany, jako stosunkowo łagodne, pełnawe, nie przechmielone, ułożone piwo. Nieco podobne swoją drogą do Saint No More uwarzonego kiedyś z Kjetilem. Ale nie tym razem. (4/10)

No i co? Stara gwardia rozczarowała, a drugie pokolenie zasłużyło na laury, nie tylko solidne w ciemnej tematyce Nepomucen i Bednary, ale przede wszystkim Beer Bros.

slider 2350570727398891911

Prześlij komentarz

  1. AlleBrowar potwierdził niską formę. Wszystkie piwa są jakieś niedorobione ze sciągającą goryczką . Jak nie należysz do monokultury HopHeadów to lepiej na razie omijać butelki

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)