Loading...

Sześciopak polskiego craftu 91

Powracam do regularnego pisania, a raczej publikowania, bo plik tekstowy ze wpisami pęka w szwach, a udało mi się w końcu przemóc do formatowania zdjęć. Można się w najbliższej przyszłości spodziewać zasypu sześciopaków, przy czym będą to z początku wpisy mocno, rzekłbym "backlogowe". No trudno. Zaczynamy od Belgii. Otóż “Nudna Belgia” jest na tyle ciężka do emulowania, że poza wybranymi amerykańskimi browarami mało kto posiadł sztukę warzenia piw belgijskich na poziomie belgijskim, będąc poza Belgią. No ale raz na jakiś czas się zdarza, choć śmiałków jest więcej niż udanych prób. Co widać poniżej.

Antybiotyk (ekstr. 14,3%, alk. 7%) był bodajże pierwszym piwem Antybrowaru. Na rocznicę postanowiono wzbogacić go o rumianek. Szczerze powiedziawszy to go tutaj nie potrafię wyczuć, za to piwo jest względem mocno ponoć estrowego pierwowzoru zdecydowanie fenolowe, a przy tym niestety również siarkowe (zapałki), z ledwo uchwytną nutą dojrzałej moreli w tle. Oleistość żyta robi tutaj za pełnię, czyniąc piwo zawiesistym, niezbyt pijalnym. I mimo tej pełni piwo robi puste wrażenie. Gryząca fenolowość jest na jedno kopyto, brak nut owocowych, brak wyczuwalnych dodatków (nie tylko rumianku, ale i kolendry oraz curacao), brak frajdy. Toporne piwo, moim zdaniem nieudane. (4/10)

Zasadzka (ekstr. 17%, alk. 8%), belgian IPA od Artezanów, eksploruje owocowe rejony stylu, przy czym połączenie belgijskich estrów i nowofalowych chmieli dało świetnie zespoloną kombinację nut tropikalnych, z brzoskwiniowymi na czele. Efektu przechmielenia nie ma – raz, że belgijskie drożdże jako rzekłem są odpowiedzialne za część nut owocowych, dwa że dość mocna goryczka nie jest przeskalowana, a za to ma za towarzysza korzenne posmaki. Ciało jest po ajpowemu lekko mięsiste, a perlista faktura sprawia, że piwo jest mimo to rześkie. Bez zarzutów. (7,5/10)

Piekarnia Piwa weszła na rynek z przytupem, po czym dołożyła solidnego kopniaka. Dioblina (ekstr. 12,5%, alk. 4,6%) wylądowała w tym sześciopaku mimo że została wcześniej omówiona, jako że zmienił się skład (wyleciał w końcu Kerry King) i zwiększyła pychota. I to zwiększyła się o wiele, mimo że właściwie nie widziałem tam już miejsca do poprawek – taka dobra była pierwsza warka. Niemniej jednak, suche drożdże wymieniono na płynne, dodano również niesłodowanej pszenicy. I chyba jakiejś magii, bo to piwo obecnie prezentuje się tak, że nie spodziewam się nawet, że mnie w obrębie polskiego craftu w ciągu tego roku cokolwiek tak bardzo uszczęśliwi. Maksymalnie rześko, świeżo, z lekkim piwnicznym sznytem, mięciutkim pszenicznym ciałem i doskonałymi proporcjami pomiędzy nutami kolendry, silnej trawy cytrynowej oraz pomarańczy. Najlepszy wit jakiego kiedykolwiek piłem i jedno ze szczytowych osiągnięć polskiego craftu. Wypiłem już kilka litrów i nie chce mi się znudzić. To jest witbier ostateczny. (8,5/10)

Cnotliwa Marzanna (ekstr. 13%, alk. 4,4%) nadeszła z całym koszem owoców, prezentując się zarazem zbyt cnotliwie jak na mój rozerotyzowany gust. Mamy tutaj więc dojrzałego banana, trochę gumy balonowej oraz sporo syropu po puszkowanej brzoskwini. Fenolik lekki czai się w tle, ale to jest za mało. Piwo pachnie w zasadzie jak hefeweizen. W smaku jest bardziej wytrawnie, ale i pusto. Owocowo, lekko gorzko (ok, trochę bardziej niż w weizenie), pijalnie, a jednocześnie mało charakterystycznie. Może być, ale oczekiwań nie spełniło. (5,5/10)

Ostatnimi czasy coraz częściej mam ochotę na piwa lekkie i rześkie. W trakcie wycieczki do Bielska-Białej w sukurs przyszła mi Pinta, której Grisette (ekstr. 9%, alk. 4,1%) jest tego typu trunkiem. Czuć tutaj trochę brzeczki, trochę drożdży, jest sporo nut owoców sadowych, jak i delikatne białe grono. Przyprawowość jest efemeryczna, ale udanie łamie piwo. Lekkie, bardzo rześkie, z wytrawnym finiszem. Jestem bardzo zadowolony. (7/10)

Bijąca po oczach pomarańczą etykieta Fake Lancelot (ekstr. 14%, alk. 6,3%) jest pod tym względem skalibrowana względem aromatu, w którym można wychwycić nuty moreli, galaretki pomarańczowej i ciasteczek. Piwo jest ewidentnie po owocowej stronie mocy, bardzo subtelny akcent przyprawowy czai się dopiero głęboko w tle. Uniknięto tutaj szorstkiej, niechanowskiej goryczki. I dobrze, bo tak jak w innych piwach Kingpina warzonych w tym browarze mi nie przeszkadzała, tak w tym byłaby mocno nie na miejscu. Wraz z ogrzaniem robi się wprawdzie trochę marchewkowo, ale jest to solidna pozycja. (6,5/10)

Połowa piw z belgijskim rodowodem wyszła bardzo dobrze – jest to rzecz godna odnotowania. No i ta Dioblina… Trzeba wziąć poprawkę na to, że ja jestem wielbicielem witów. Jeśli ktoś inny też jest, to nie wierzę że Diobliną w obecnej postaci nie byłby co najmniej zachwycony.

slider 4550978758987148175

Prześlij komentarz

  1. To jest witbier ostateczny ... Hehehe :D Jak widać, lepiej polskim kraftowcom wychodzi pieczenie piwa, niż warzenie. Teraz muszę się rozeznać, czy gdzieś w Polsce nie ma Warzelni Chleba, może wtedy ja posmakuję chleba ostatecznego :D

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)