Loading...

O autorze

Przygodę z piwem rozpocząłem w wieku, kiedy nawet w Niemczech (piwa sprzedawane powyżej lat 16-tu) jest to ujęte jako prawnie niedozwol...

Przygodę z piwem rozpocząłem w wieku, kiedy nawet w Niemczech (piwa sprzedawane powyżej lat 16-tu) jest to ujęte jako prawnie niedozwolone. Z tego okresu pamiętam głównie Zlaty Hrad, który w moim ówczesnym mniemaniu musiał być piwem czeskim, a zatem dobrym, no bo w Czechach się warzy same dobre piwa, nie? Później przyszła kolej na Tyskie z sokiem w knajpie oraz Warkę Strong i Van Pur 18 poza knajpą - no bo słodkie były.

W momencie gdy słodycz w piwie zaczęła mi przeszkadzać, a Warka Strong została przeze mnie uznana za piwo absolutnie niezdatne do wypicia, przerzuciłem się na normalne (czyli niesłodzone) Tyskie oraz całą gammę eurolagerów, kiedykolwiek byłem poza granicami kraju. Gustowałem w Stella Artois i innych bezeceństwach. W tym samym jednak czasie, kiedy tylko zetknąłem się z jakimś piwem rzeczywiście dobrym (Chimay Blue, czołowe niemieckie pszeniczniaki, Abbot Ale, Velvet, Diebels Alt, Smocza Głowa Amber Ale oraz Pale Ale, pewien lokalny zwickel z austriackiego mikrobrowaru, którego nazwy nie pomnę i inne), potrafiłem je docenić, i to bardzo. Chimay Blue był zresztą przed Newcastle Brown Ale dość długo moim ulubionym piwem - tyle tylko że nie wyciągnąłem z tego przez długi czas ostatecznych wniosków. 

W końcu polskie eurolagery przestały mi smakować i skonstatowałem, że piwo w Polsce to sam badziew. Poza tymi z browarów restauracyjnych oczywiście, no bo jak świeże to z automatu musi być dobre, nie? Nadal je piłem - z musu - chyba że w jakiejś knajpie lali Pilsnera Urquella, względnie dało się wyhaczyć Paulanera w butelce albo Guinnessa w puszce. 

W końcu, studiując w Krakowie, w jednym z małych sklepików z piwem natknąłem się na piwa z Kormorana i Czarnkowa, pokosztowałem paru i zmieniłem swoje nastawienie o 180 stopni. Stałem się piwnym neofitą z całym bagażem przywar (szerzej o tym zjawisku piszę w tym tekście), założyłem po pewnym czasie bloga i zacząłem degustować. Dość szybko mój entuzjazm wystygnął, doszło do mnie, że większość polskich piw to rzeczywiście badziew (choć naturalnie nie wszystkie), że mały browar może robić większy syf od dużego, że piwa koncernowe bywają świetne, że piwa niepasteryzowane to humbug, nabrałem zdrowego dystansu do określeń typu "rzemieślnicze" i "rewolucja" w kontekście piwa, etc. pp. 

O piwie staram się pisać rzetelnie, co nie oznacza rzecz jasna nieomylności w osądach. Ostatecznie każdy sam wie lepiej co mu smakuje, a opisy mają jedynie naprowadzać, sprawić że czytelnik będzie mógł wywnioskować czy mu piwo o takim aromacie i smaku będzie odpowiadać. Odbiór piwa przynależy do kategorii wrażeń sensorycznych a nie intelektualnych, stąd nie ma czegoś takiego jak uniwersalnie dobre (w sensie smaczne) czy uniwersalnie złe piwo. Obiektywnie można ewaluować jakość trunku, smak zaś już tylko subiektywnie. Wbrew wielu mędrkom piwo jest tak dobre jak komuś smakuje.

Czytam dużo o piwie, choć mój świat się do niego nie ogranicza. W przeszłości byłem aktywnym muzykiem - dwa lata obsługiwałem gitarę w crossoverowo-thrashowym Terrordome, potem byłem gitarzystą post-thrashowego Blood Dries First przez cały okres jego istnienia. Niedawno odkurzyłem wiosło i rzępolę w Caede Cor.

kontakt: fuerza.coraje.honor[at]gmail.com
Strona główna static_page

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)