Loading...

Brek & Dekker

Moje pierwsze kontakty ze szwedzkim Brekerietem nie były specjalnie udane, ale wówczas, jakieś trzy lata temu, jeszcze nie gustowałem w kwasach. Wyszło jak wyszło, jako że ten browar w kwasach się właśnie specjalizuje. Ponieważ od jakiegoś czasu jednak kwasy nie dość że doceniam, to jeszcze coraz bardziej lubię, to spróbowałem na obydwóch sesjach One More Beer Festivalu w zeszłym roku wszystkiego, co Szwedzi mieli na kranach. No i mimo wszystko nie podejrzewałbym, że to właśnie Brekeriet stanie się dla mnie browarem numer 1 całego festiwalu. A tak właśnie było. Jakiś czas później zagaiłem Marcina z dobrychmiel.pl, czy przypadkiem nie zamawia czegoś ze Smaku Piwa. Przypadkiem zamawiał, więc ja się podpiąłem pod to zamówienie po szwedzku, po czym uzupełniłem je via sklep wysyłkowy Beergium, czego skutkiem dziesięć Brekerietów w moim szkle.

Zacząłem od Picnic Sour Ale (alk. 2,2%), fermentowanego lactobacillusami, z dodatkiem rabarbaru. Jeśli wszystkie piwa o tak małej mocy alkoholowej miałyby tak intensywny aromat, to by zapewne nikt specjalnie na wodnistość nie narzekał. Klasyczne lacto, cytryna, silne ogórki kiszone, które o dziwo nie przeszkadzają, trochę niedojrzałego białego grona plus skórki owocowe, no i rabarbar, ale głęboko w tle. Leciutkie w smaku, ale intensywne, bardzo kwaśne, z może nie tyle mleczną nutą, ale mleczną gładkością, osadzającą się w samym gardle, kontrującą kwaśność i zmiękczającą finisz. Świetne. (7,5/10)

Moses Gose (alk. 4,6%) to przede wszystkim potężne białe grono uzupełnione o kolendrę i podszyte lekkim, ziemistym funkiem. Wyczuwam sporo agrestu, ale i przewijają się morelowe oraz brzoskwiniowe nutki, jak i cytrynka. W smaku zwraca na siebie uwagę goryczka, wprawdzie lekka (i nieco pieprzna), ale bardziej wyraźna niż tego się spodziewałem. Dobrze kontruje wyraźną kwaśność piwa, które jest jednocześnie trochę zaokrąglane przez lacto. Nagazowanie robi puszyste wrażenie, a całość gra pomimo – ponownie – lekkiego ogórasa z beczki w tle. Bardzo dobry kwasiur. (7/10)

Rabarbar pełni rolę nie tylko nazewniczą w piwie Rhubarbe (alk. 5%). Może to brzmieć jak truizm, ale piłem już piwa z rabarbarem, w których rzeczonego owocu nie czułem wcale, w Picnic Sourze powyżej był na przykład szczątkowy. W Rhubarbe jest silnie obecny i świetnie się zgrywa ze stajenno-skórzanymi nutami brettów, które to nie są dominujące, ale jednak wyraźne. Ponownie występuje tutaj typowa dla tego browaru kiszona nuta i ponownie w niczym nie przeszkadza, co jest w zasadzie fenomenem samym w sobie. W takiej a nie innej konstelacji rzeczony rabarbar tworzy swoją drogą również skojarzenia z kwaśnymi malinami. Jako że mamy tutaj do czynienia z farmhouse ale’em, piwo jest tylko śladowo kwaśne, a zarazem wyraźnie dzikie. I nawet ma lekką goryczkę. Pijalność i zintegrowanie bukietu są na bardzo wysokim poziomie, jest to więc z mojej strony kolejny udany zakup. (7,5/10)

La Paloma (alk. 3,5%) jest fermentowana zakwasem oraz brettami i chmielona na zimno odmianą Cascade. Chmiel czuć tutaj mocno. Gra w owocowe nuty, czyniąc piwo cytrusowym i trochę ananasowym, choć dominującą nutą jest tutaj moim zdaniem kwiat dzikiego bzu. Piwo jest leciutkie, kwaśne choć nie wykręcające język, no i mocno aromatyczne. W skrócie można powiedzieć, że smakuje jak kwaśny, mocno nasycony sok z bzu, choć i tutaj w tle pałęta się trochę kiszonki. Najmniej z wszystkich omawianych piw, ale i tak jak w ich wypadku, w niczym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – bardzo elegancko łączy się z rzeczonym bzem. No i jeszcze na koniec – piwo jest fenomenalnie rześkie. Świetne. (7,5/10)

Wespół z jednym z najfajniejszych belgijskich browarów, czyli De La Senne, uwarzono witbiera My Oud Swede (alk. 5%). Nie jest to jednak zwykły witbier, a taki, który śmierdzi sianem i stajnią. Co, jak wiemy, jest przyjemnym rodzajem smrodu. Uzupełnione o nuty świeżego pieczywa zdecydowanie wiejskie klimaty są tutaj podszyte delikatnym cytrusikiem oraz kwaśnym agrestem, zaś tego, że mamy do czynienia z witbierem, trzeba się nie tyle domyśleć, co po prostu dowiedzieć. Jako że w smaku do tego dochodzi zsiadłe mleko oraz typowa dla Szwedów subtelna kiszonka, jest to w istocie najbardziej wiejskie piwo z tego browaru, jakie piłem, a być może i najbardziej wiejskie piwo, jakie piłem w ogóle. Witową ma za to wzorową rześkość, a i z kwaskiem tym razem nie przesadzono (poziom lekki do średniego). I tak na koniec – posmak to skórki z żółtej śliwki. To piwo to w istocie spora niespodzianka. Zaskakująco kompleksowe, a zarazem niesamowicie pijalne. Wyśmienite, piłbym wiadrami! (8/10)

Nie ma wątpliwości, że Brillant (alk. 5,5%) to saison. Obecne są zarówno biało-pieprzne oraz goździkowe fenole, jak i lekko brzoskwiniowe estry, no ale brettów też napakowano trochę do tego piwa, więc i skórzany motyw się przewija, tak jak swoją drogą wyraźne białe grono. Piwo jest leciutko kwaskowe, jest dzikie, jest saisonowe i jest fajne. Nie ma jednak ikry innych piw z tego browaru. (6,5/10)

Brettowy pięcioprocentowiec Funk Starter uzyskał cudownie owocowy profil, zdominowany przez białe grono, niedojrzałą śliwkę oraz agrest, z bardzo delikatną dawką ziemistego funku oraz skóry. W smaku jeszcze bardziej niż w aromacie dominuje owocowa strona piwa, jest też trochę kwiatowo, kwaśność jest na poziomie umiarkowanym, zaś przybrudzony (choć i śladowo wiśniowy) finisz jest jak na kwasa całkiem gorzki, co w tym wypadku – ze względu na owocowy profil piwa – dobrze pasuje. Kolejna bardzo udana pozycja z tego browaru. (7/10)

Jaki powinien być doskonały owocowy berliner? Powinien buchać świeżymi, kwaśnymi owocami na odległość, powinien być rześki i kwaśny, ale nie na tyle żeby zdzierać gardło, powinien być lekko jogurtowy, ale i z wyczuwalną nutką słodową. No i Wrapped In Red (alk. 5,6%) to właśnie tego typu piwo. Z dodanych owoców kwaśne maliny rządzą, choć po lekkim ogrzaniu wiśnie dostają lekkiego kopa, z kolei truskawkom jest przypisana rola statysty. Piwo jest lekko jogurtowe i rachitycznie (ale jednak odczuwalnie) słodowe, jest pełne jak na berlinera, a zarazem rześkie dzięki owocom oraz lacto. Jedyne, do czego bym się przyczepił, to do nieco oleistej pełni piwa, moim zdaniem ciut zbyt podkreślonej. Przy takich parametrach dodanie słodu żytniego do zasypu było zbyteczne, no ale nie można mieć wszystkiego. ‘Tylko’ bardzo dobre piwo. (7/10)

Verdana (alk. 4,2%) z kolei dostarcza po całości. Bretty się w tym piwie wprawdzie gdzieś zgubiły (w porządku – jest subtelny ziemisty akcent w smaku, ale de facto ich tutaj niemalże nie ma wcale), ale za to lacto dostało potężnego cytrusowo-marakujowego kopa od chmielenia na zimno Mosaikiem. Piwo jest kwaskowe na średnim poziomie, zaś cytrusowość (zarówno od lacto jak i od chmielu) jest bezbłędnie w rzeczony kwasek wpleciona. Berliner z pełnią smaku i kwaskowym balansem, wzorowo orzeźwiający i absolutnie nie męczący. To jest to. (7,5/10)

Patrząc na RateBeer, Berliner Spazz (alk. 5,3%) to ukoronowanie twórczości Brekeriet. I chyba mogę się pod tym podpisać. Totalna marakuja – kwaśna, pestkowa, soczysta. Zaokrąglona miękką nutą dodanej wanilii w podobny sposób, jak np. moje ulubione Ayinger Bräu Weisse jest zaokrąglone waniliową nutą (choć w tym weizenie wanilia nie widnieje wśród składników). Jest to deklaratywnie berliner weisse, więc obraz uzupełnia kwaśny agrest, a z pewną dozą fantazji można również wyczuć głęboko w tle trochę funku. Nie wyczułem z kolei kiszonki, do której w przypadku tego browaru zdążyłem się już przyzwyczaić. Pachnie obłędnie. A jak smakuje? Kwaśnie, soczyście, marakujowo, bardzo rześko. Smak jest zaokrąglony przez lacto i niesamowicie zbalansowany jak na kwasa. Czy jest to najlepsze piwo Brekerieta? Na pewno jedno z trzech najlepszych z tej stajni, jakie piłem. (8,5/10)

Skoro czternaście piw pod rząd (wliczając te wypite na One More Beer Festival) z danego browaru jest mnie w stanie w pełni zadowolić, a kilka z nich wręcz wprawić w zachwyt, no to chyba uprawnione jest określenie takiego browaru mianem bezpiecznego wyboru. Piwa nie są tanie, ale jestem w stanie tyle wydać na tak wysokojakościowe wywary. Ciekawą kwestią jest powtarzający się w niektórych ich piwach motyw kiszonki. Intrygujący nie jest sam fakt jego występowania, tylko zjawisko zgrywania się zresztą bukietu, co może brzmieć absurdalnie w oderwaniu od konkretnych piw, ale tak właśnie jest. Powoli trzeba będzie myśleć nad dalszymi zakupami piw z tego browaru.

slider 7329250197969908210

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)