Loading...

Pół skrzynki germańskiego craftu 6

Przegląd skomponowałem w oparciu o spore oczekiwania. Crew Republic mimo de-em-esowego barlej łajna w poprzednim przeglądzie wciąż orbituje w górnym zakresie jakościowym niemieckiego craftu, Mashsee jest porządny a stać go na rzeczy wykraczające poza zwykłą porządność, Von Freude mnie jeszcze nigdy zupełnie nie rozczarowało, ze stajni braci Maisel rzadko kiedy wychodzą piwa słabe, berliński Stone ponoć zaliczył skok jakościowy, a Stiegl… no, Stiegla wziąłem z czystej ciekawości. Jak to często bywa, rzeczywistość oczekiwaniom nie chciała jednak sprostać.

Monachijskie Crew w ramach swojej eksperymentalnej serii X wzięło się za single hop IPA. Zaiste eksperymenty to zuchwałe i niewiarygodne. X 9.0 Amarillo IPA (alk. 6,3%) ma tytułowego chmielu zbyt mało, żeby nim przykryć skutecznie słód pilzneński, i zbyt mało, żeby ten grejpfrut można było nazwać buchem w twarz; gazu ma z kolei zbyt dużo żeby nie rozpychać żołądka bardziej niż jest to konieczne, a drożdża też zbyt sporo, żeby to było rzeczywiście smaczne piwo. Trochę smutne, że jeden z największych graczy na niemieckim rynku craftowym nie potrafi dopilnować uwarzenia choćby średniej ajpy o tak prostej konstrukcji, bo rezultat to taka przegazowana, drożdżowo-cytrusowo-słodowa woda. (3,5/10)

Znacznie lepiej jest z Crew X 9.1 Simcoe IPA, no ale gorzej być już raczej i tak specjalnie nie mogło. Piwo wprawdzie również nie jest zbytnio aromatyczne, ale Simcoe daje jednak ciekawszy profil – cytrusowy, trochę brzoskwiniowy, jest niedojrzała morela i może jeszcze ulotne tchnienie marakuji. No i solo ten chmiel potrafi nadal być leciutko sosnowy, chociaż po znikomym udziale sosny w bukiecie widać, jak bardzo się on zmienił w przeciągu ostatnich lat. Mało jest ipy w tej ipie, goryczka jest umiarkowana, o bombie aromatycznej nie może być mowy, ale jest to proste, fajnie pijalne, smaczne piwo. Przynajmniej tyle. (6,5/10)

Pozostał do omówienia Crew X 9.2 Mosaic IPA. Jest delikatna nafta, ale za to piwo z całej trójki jest najbardziej soczyste. Żółte cytrusy, kwiaty, guma balonowa, a nawet takie nuty jak borówka czy róża są obecne, które wprawdzie wchodzą w obręb charakterystyki tego chmielu, ale w piwach z kombinowanym chmieleniem zazwyczaj nie są wyczuwalne. Ponownie nie jest to przykład bomby aromatycznej i tak jak Simcoe IPA jest to piwo fajnie pijalne, proste, bez wad. Dobre. (6,5/10)

Pozostając w tematyce Crew Republic oraz chmielenia, to wpadli na pomysł uwarzenia piwa chmielonego mokrą szyszką. Greenhorn (alk. 5,5%) jest chmielony świeżo zebranymi szyszkami odmian Herkules, Relax oraz Mandarina. Trochę szkoda, bo zestawienie mało spektakularne, a jak powiem, że w wątłym bukiecie dominuje Mandarina, no to wiadomo, że piwo jest nieco mdłe. Jak jeszcze dodam, że goryczka jest bardzo lekka, a zbożowe, jasne nuty słodowe jak najbardziej obecne, no to otrzymujemy coś w rodzaju chmielonego na zimno po niemiecku (czyli poza mandariną również lekko ziołowo) niskogoryczkowego lagera (mimo że to piwo akurat chyba jest górniakiem), nudniejszego od porządnego korpopilsa pokroju Flensburgera. Tyle tylko, że przynajmniej nie jest wadliwe. Nic ciekawego, move along. (5/10)

Zwróćmy więc naszą uwagę na berlińskiego Stone’a, który ponoć radzi sobie coraz lepiej, i to generalnie, a nie tylko na tle niemieckiego craftowego badziewia. Go To IPA (alk. 4,7%) made in Berlin pięknie pachnie liczi, morelą i przede wszystkim mandarynką, a także… ziemistym drożdżakiem. I jest przegazowane. Ja naprawdę nie wiem, co ja mam z tym począć. Ech. W smaku silna mandarynka, która daje po zmysłach aż po finisz, przykrywa ziemię w miarę szczelnie, piwo zaś jest rześkie, leciutkie i bardzo wytrawne, z silną goryczką. Cóż tu dużo mówić – jest wadliwe, choć natłok chmielu jest w stanie przynajmniej częściowo przykryć niedociągnięcia. Nadal jest to jednak piwo dalekie od formy, której oczekuję od Stone. (5,5/10)

Stone White Geist Berliner Weisse (alk. 4,7%) został mi polecony. I była to słuszna rekomendacja. Sporo tutaj mlecznego kwasu i kwaśnego agrestu, jest jednak również wuchta dodanego na aromat chmielu, przy czym kwaśno-morelowe i białogronowe nuty świetnie grają z lactobacillusem. To jest bardzo rześkie, ciekawe, dobrze zaprojektowane piwo, które bardzo pozytywnie wypada szczególnie na tle ogólnego poziomu niemieckiego craftu. Aj lajk. (7/10)

Świeże szyszki chmielu odmiany Mittelfrüh, zebrane i wrzucone do kotła tego samego dnia. 7% alko i nazwa Frischhopfenbier, a jednak kontraktowiec Von Freude zdecydował się nie na strong pilsa albo jasnego koźlaka, tylko „helles strong ale”. Rezultat ma odczuwalną moc, prześwitują w nim nutki owocowe, ale trzon tworzą faktycznie zielone, trawiaste, liściaste nuty chmielowe. Minus kryje się jednak w napisanych przed chwilą słowach o „odczuwalnej mocy”. Piwo choruje na przypadłość większości niemieckich jasnych koźlaków (mimo że samo koźlakiem nie jest), czyli przerost alkoholowy. W piwie jasnym alkohol ukryć nie jest łatwo. Mocne chmielenie czasami wystarcza, ale najwidoczniej odmiana Mittelfrüh przy takim stopniu odfermentowania nie dała rady. Szkoda. (4/10)

Prawdziwym strong lagerem zagaił Mashsee z Hannoveru. Triple 20 (ekstr. 16%, alk. 6,8%) jest mocno dochmielony odmianami Crystal, Mosaic i Taurus. Mimo że jest dość wytrawny, a słodowość prawie zupełnie wycofana (pomijając delikatną zbożowość), alkohol jest świetnie ukryty, piwo ma wzorowy słodko-gorzki balans (na lekko ziemistą goryczkę chmielu również nie pożałowano), a czysty profil w połączeniu z dosadnym, mandarynkowo-cytrusowym, lekko ziołowym nachmieleniem czyni go wręcz piwem rześkim. To im się bardzo udało. (7/10)

Miodową słodycz Maisel & Friends Hopfen Bocka (ekstr. 16,9%, alk. 7,6%) balansuje tropikalny, średnio intensywny aromat chmielowy odmian Bravo oraz Ella. Grejpfrut i śladowy ananas tworzą ze słodem w miarę niezłą kompozycję. To jednak jedynie w aromacie. W smaku nie dzieje się bowiem nic. Serio, null. Trochę słodowości, nachmielenie w smaku idzie bardziej w kwiatową stronę, no ale szkopuł w tym, że poziom intensywności jest bardzo niski. Nie spodziewałem się przy takich parametrach takiego wodniaka. Szczerze mówiąc, to po browarze Maisel nie spodziewałem się w ogóle żadnego wodniaka. Po jego stronie jest to, że alkohol udało się ukryć mimo wodnistości. Ale w zasadzie jest to z mojej strony szukanie na siłę plusów w miałkości. (4/10)

Austriacki Stiegl od kilku lat pokazuje, że wie, co to różnorodność stylistyczna, mimo że jest on jednym z głównych rozgrywających na piwnym rynku Austrii. Columbus 1492 (ekstr. 11,2%, alk. 4,7%) wyszedł jednak tak, że chyba wolałbym flagowe helles od Stiegla. Niezbyt intensywna APA pachnąca cytrusami i marcepanem, a właściwie to nie marcepanem, tylko ciasteczkami o smaku amaretto, kwiatami i lekkim skunksem – to się nie zaczyna najlepiej. A kończy się jeszcze gorzej, smakowo jest to bowiem rasowy wodniak na modłę tych wyjątkowo mdłych eurolagerów, którym daję tutaj na blogu 2,5/10, od których odróżnia się tylko mimo wszystko ciekawszym aromatem. Serio, w smaku jest właściwie tylko odległe tchnienie cytrusa w pierwszym akordzie, po czym następuje przeraźliwa pustka, aż po finisz, który ciężko nawet nazwać leciutko gorzkim – goryczka jest bowiem tak samo szczątkowa jak i cały smak. Idźcie precz z tym łajnem. (3/10)

Mogę zdecydowanie pochwalić berliński Stone za berlinera, choć Go To IPA pokazuje, że nadal nie warzą na poziomie, jakiego oczekuję po tej marce. Pochwałę któryś już raz dostaje Mashsee, Von Freude w końcu rozczarował, tak samo jak bracia Maisel, Crew wypadł za sprawą dwóch z trzech single hopów nie najgorzej, ale średnią u mnie sobie obniżył, zaś Stiegl wydał na świat pospolitego gniota.

slider 1635224664626162885

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)