Loading...

Niemiecka łajba

Mało jest niemieckich marek craftowych, na których można polegać. Wśród tych rodzynków zdecydowanie umieściłbym nowofalowca Buddelship z Hamburga. Mało które piwo ich autorstwa mnie rozczarowało (a piłem ich już sporo), nie mają zazwyczaj problemów ani ze stabilnością ani z sanitariatem (to ostatnie to zmora niemieckiego craftu, serio). Dodajmy do tego miłą dla oka, spójną linię etykiet oraz wizerunek położonego w mieście portowym browaru morskiego, który uwiarygadnia wszelkie morskie opowieści lądujące na etykietach i człowiek przestaje się wzdrygać na myśl wydania 3-4 dojcze ojro za butelkę Buddelshipa. Sprawdźmy, co tam ostatnio upichcili.

Dość wysoko oceniany Buddelship Brügge (alk. 5,6%) to udany nowofalowy saison. Połączenie soku z liczi, brzoskwini, kwiatu bzu oraz ziemisto-pieprznych nut z sianem w tle dało intensywne w aromacie i smaku, atrakcyjnie skomponowane piwo. Owocowość, kwiatowość i rześkość świadczą o jego sile, natomiast przegazowanie jest niestety aspektem obniżającym końcową ocenę. (6,5/10)

Życie byłoby niepełne bez kilku wtop. Tak być może pomyślano sobie w Hamburgu, po czym zabutelkowano imperialnego wędzonego portera bałtyckiego Smook In De Piep Rum BA (alk. 9,8%). Nie wiem, jak smakuje podstawowa wersja tego piwa, ale jestem pewien, że wersja leżakowana w beczce po rumie nie popsuła się dopiero w butelce i że celowo wprowadzono do obiegu piwo, które powinno było zostać wylane w całości do jednego z licznych w Hamburgu kanałów. Melanż masła kakaowego, zielonego jabłka i popiołowej paloności to coś okropnego. Rumowa melasa funkcjonuje odklejona od reszty, ślady kawy w posmaku nie potrafią wygładzić fatalnego wrażenia ani trochę, a lekki, trochę kadzidłowy dym jest totalnie wepchnięty w popiół. Co więcej, to piwo de facto nie ma w takiej postaci ciała, finisz jest szorstki i ściągający, a ostre nuty owocowo-alkoholowe vel bimbrowe dopełniają tej tragifarsy. Wadliwa, rozklekotana żenada za cztery i pół ojro. Substytut Kreta do przetykania rur. (1/10)

Na szczęście napatoczyło mi się dla równowagi Jam Session (alk. 9,3%), uwarzone wespół z Hiszpanami z La Pirata piwo pszeniczne fermentowane drożdżami szampańskimi i leżakowane w beczkach po winie Chardonnay. Ależ tu się dzieje, ależ to jest owocowe! Bretty o proweniencji owocowej i delikatnie końskiej, morelowa galaretka, ciemne grono, owoc granatu, białe wino, leśne owoce, niedojrzały agrest oraz marcepanowy migdał. Kompleksowo do granic możliwości. Piwo jest świetnie zbalansowane – ma ciało oraz umiarkowaną słodycz, a do tego lekki kwasek i podkreśloną goryczkę, przy czym ta ostatnia jednak jako jedyny element moim zdaniem nie do końca pasuje do tej układanki. Niemniej jednak jest to bardzo oryginalny wywar, którego warto skosztować. (7/10)

Stosunkowo świeżą, odrębną linią w portfolio Buddelshipa są rozmaite "Mistery", w sensie "panowie". A jest to linia bardzo udana. Ot, taki Mr. W (alk. 5,9%). Zgodnie z etykietą jest to 'new england pilsner'. Intryguje jego soczysty, owocowy aromat, wypełniony nutami gumy juicy fruit, żółtej Hubba Bubby, brzoskwini, ananasa, soku multiwitaminowego, zielonego melona i zielonego grejpfruta. W smaku zwraca uwagę lagerowy profil oraz sucha, niemiecko-pilsowa goryczka. Pierwszy akord jest jednak tak soczysty jak aromat, dopiero w finiszu robi się wytrawnie w rasowy pilsowy sposób. Bardzo ciekawe i bardzo smaczne połączenie. (7,5/10)

Jeszcze lepiej wypadła imperialna IPA Mr. O (alk. 7,9%). Piwo aż bucha chmielem, przy czym jest to chmiel o proweniencji zielonej. Czuć zioła, cytrusy, karambolę, agrest, lekki granulat, choć i nutę czerwoną, truskawkopodobną, pochodzenia jednak chmielowego. Słodowa podbudowa jest w miarę solidna, a nawet trochę karmelowa, ale z wyczuciem. W smaku również to chmiele nadają ton. Jest bardzo miękko, mega chmielowo, lekko oleiście, lekko słodko i lekko wytrawnie. Ergo, jest balans. Fantastyczna pijalność, szczególnie jak na styl. Tak się to powinno robić, brawo! (7,5/10)

Aufklärung Gose (alk. 4,5%) nie odstaje jakościowo. Aromat to cytrynowa kwaśność, limonka, nutka mineralna, nieprzesadzona kolendra oraz echa białego grona. W smaku wszystko jest świetnie zintegrowane, a dodane limonki wzmacniają kwasek oraz dają piwu również nutkę lekko cierpkawą, która dobrze się z kwaskiem uzupełnia. W posmaku robi się delikatnie słono. Wzorowo rześkie, bardzo smaczne gose. I wbrew pozorom jedno z nielicznych, które są najbardziej bliskie wyznacznikom stylu. Mimo dodanej limonki. (7/10)

Buddelship z jednej strony rozczarował niepospolitym szajsem z beczki po rumie, z drugiej wszystkimi pozostałymi piwami scementował moje mniemanie o tym browarze. W Niemczech nietrudno o skopany craft (dużo łatwiej niż w Polsce), ale tę markę mogę polecić jako niemalże pewniaka.

slider 9180880951528676202

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)