Loading...

Sześciopak polskiego craftu 106

Jeszcze nie osłabła determinacja do umieszczenia zaległego polskiego craftu na blogu. Uprzedzałem już, że nie będzie to przegląd równy przedwczorajszemu pod względem jakości testowanych wyrobów. Tak więc...

W poszukiwaniu dobrze zrobionego, prostego, rześkiego pejl ejla trafiłem na Bazinga! z Podgórza (ekstr. 12,5%, alk. 5%). Jest tutaj trochę brzoskwiniowych i cytrusowych motywów, na równi z wtrętami ziołowo-konopnymi. Wprawdzie pomimo obecności płatków owsianych nie odnotowałem ponadprzeciętnej gładkości faktury, ale za to efektowny bukiet wespół z podbitą, cytrusową goryczką zrobił na mnie korzystne wrażenie. Dobre piwo. (6,5/10)

Dobrym piwem natomiast niestety nie jest Nudna Belgia z Ziemi Obiecanej (ekstr. 15%, alk. 6%). Miało być hejzi, czyli w domyśle soczisti, no ale soczyste to to nie jest. Ani na dobrą sprawę owocowe, pomijając szczątkowe cytrusy oraz marginalne żółte owoce w tle. Bukiet jest mocno drożdżowy, przyprawowy, z goździkami, a nawet białym pieprzem. Brakuje mocniejszej owocowej przeciwwagi dla przyprawowych motywów. W smaku piwo jest stonowane, w dalszym ciągu przyprawowe, a zarazem pustawe. To ma być belgian IPA? Nie klei mi się to. Jedno z niewielu piw z tego browaru, które mnie nie przekonało. (4,5/10)

Nie mam pojęcia, czy trafiła mi się trefna butelka Hazy Side Of Life (ekstr. 16,8%, alk. 6%), ale mogło tak być. Okej, mamy tutaj przecier owocowy z przejrzałych tropików (mango, brzoskwinia, lekki melon), akcent kiwi oraz bardziej subtelne cytrusy. Ale raz, że soczystość w smaku nie dorównuje tej z zapachu, dwa, że ja rozumiem stonowane goryczki w nju inglandach, ale tutaj jest ona właściwie na poziomie hellesa, co uważam jednak za przesadę. Trzy, że piwo jest trochę zawiesiste, nie orzeźwia. I wreszcie cztery, nachalna obecność nut drożdżowych daje tej ipie niepotrzebnego uroku piwa domowego w wykonaniu niekoniecznie zaawansowanego piwowara. Sporo rzeczy mi się tutaj nie spodobało. (4,5/10)

Za sprawą Hoppy Beavera mamy możliwość obcowania z mało znanym francuskim chmielem Barbe Rouge. Don’t Stop Me (ekstr. 12%, alk. 5%) to single hop IPA na tej lupulinie i myślę, że należy to piwo traktować jako ciekawostkę. Czerwone, truskawkowe nuty, jakie ten chmiel dał piwu, nieodparcie wywołują estrowe skojarzenia, przy czym trzeba nadmienić, że taki efekt był zapewne zamierzony. W aromacie piwo przypomina sok z truskawek, ale smakuje już bardziej słodowo, lekko zbożowo-orzechowo, zaś finisz jest dla równowagi wytrawny, z podkreśloną goryczką. Nie mogę się odpędzić od estrowych skojarzeń, przez co piwo w zasadzie smakuje jak czeskie ipki, które pijałem 5-6 lat temu. Ciekawe. (6/10)

Jak ja już dawno nie piłem butelkowego Rocha. Odejście Mateusza Kupracza, piastującego na początku istnienia browaru stanowisko piwowara, zbiegło się z czasem z załamaniem dystrybucji Rocha w rejonie dawnego Stalinogrodu, więc nawet nie dane mi było sprawdzić, jak bardzo roszady personalne odbiły się na jakości wyrobów browaru z końskimi nazwami piw. A był to ongiś jeden z moich ulubionych polskich browarów. Black IPA Fryz (ekstr. 16,5%, alk. 6%) zapowiada się obiecująco. Dużo owoców leśnych, żywicy oraz marakujowo-mangoidalnego tropiku. Lubię to. Ciemne słody są obecne w aromacie, ale jak na polską black ipę zaskakująco szczątkowo, zakładam więc, że celem było uwarzenie piwa ciemnego, emulującego piwo jasne. W smaku jest trochę słodyczy resztkowej, balansowanej podkreśloną, choć nie przeskalowaną goryczką. W dalszym ciągu pierwsze skrzypce grają chmiele, a słody pozostają na drugim czy nawet trzecim planie. Byłoby supcio, gdyby nie lekka ziemista nutka drożdżowa i współwystępujące z nią przegazowanie. Muszę nadmienić, że piłem to piwo dwa lata temu na Śląskim Festiwalu piwa i było dużo lepsze. Ale generalnie widzę, że Roch ma jeszcze jak najbardziej potencjał. (6,5/10)

Co wyszło z polsko-rumuńsko-bułgarskiej kooperacji między Szpuntem, Three Happy Brewers oraz Ah! ? ! ? [cholera, nie wiem, jak to zdanie dokończyć…] Saison z granatem o nazwie Trojka (ekstr. 13,5%, alk. 5,6%) nie zachowuje się zbyt korzystnie po otwarciu. Widoczne gołym okiem przegazowanie skłania ku przypuszczeniu, że z tym granatem mogło chodzić o coś zupełnie innego niż owoc. Na szczęście jednak w zapachu dodany owoc jest jak najbardziej obecny, zestrajając się z fenolowymi nutami drożdży belgijskich. Poza granatem można wyczuć inne czerwone nuty owocowe, brakuje jednak zarazem charakterystycznej żółtej owocowości typu belgijskiego. Skoro rzeczony owoc jest wyczuwalny w bukiecie, to nie dziwi, że smak jest lekko kwaskowy, przygranacony, czerwony, choć zarazem bardziej przyprawowy od aromatu. Finisz jest lekko pikantny, natomiast zbyteczne wydają mi się przewijające się wyraźnie na poziomie smaku nuty zbożowe. Problem stanowi ponadto wymienione przegazowanie, przy czym na szczęście nie wyczułem w piwie przysadzistego, ziemistego drożdża. Trochę chaotycznie to wyszło. Pomysł wydaje się być ciekawy, gorzej z wykonaniem. (5,5/10)

Miało być gorzej niż przedwczoraj i było gorzej. Żadnego z piw nie jestem w stanie w pełni polecić z uwagi na koszt, przy czym Bazinga oraz Fryz to dobre piwa, natomiast Don’t Stop Me posiada walory poznawcze.

slider 5187377660995838589

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)