Loading...

Sześciopak polskiego craftu 104

Obowiązki festiwalowe połączone z hektycznym rytmem dnia codziennego sprawiają, że ilość sześciopaków w backlogu pozostaje na stałym poziomie, no ale mam mocne postanowienie, żeby z omówieniem polskiego craftu być na bieżąco do końca czerwca. Zobaczymy, czy się uda. Na dziś proponuję zestaw na poziomie dobrym, a nawet bardzo dobrym. Żeby nie było, że jestem okrutnym człowiekiem, który tylko kręci nosem.

To jest naprawdę fajna rzecz – nie dość, że grodziskie jest polskim wkładem do światowego piwowarstwa, to jeszcze rodzime browary biorąc się za nie moim zdaniem rzadko zawodzą, a zdecydowanie częściej przykładają się do sprawy. Pan Grodzin (ekstr. 8%, alk. 2,6%) może być wprawdzie dla ortodoksyjnych adeptów stylu ciut zbyt gorzki, ale mnie takie podejście Browaru Jana akurat odpowiada. Piwo pachnie klasyczną bukową wędzonką, jak byście wrzucili do ogniska badyle razem z liśćmi, jest piwem lekko słodowym, lekkim, dzięki goryczce zarazem jednak w miarę wyrazistym. W obecnej formie smakuje moim zdaniem jeszcze lepiej niż rok temu. (7/10)

Szpunt zrobił to – zalał beczkę po bourbonie nie stoutem czy barlej łajnem, tylko imperialną ajpą, Wormhole Bourbon BA (ekstr. 20%, alk. 8%) pachnie białą dębiną i chmielami, drewnem, wanilią, wyraźnym kokosem, ulotnym akcentem kiszonki, grejpfrutem, melonem, białym gronem oraz ananasem. Chmiele więc wbrew pozorom nie uleciały wskutek nieco wydłużonego leżakowania, a z drugiej strony wyciśnięto z beczki ile się dało, szczególnie kokosu – co daje bardzo przyjemny efekt pina colady. Zarazem piwo nie stało się jednak taninowe – jest aksamitnie gładkie i mięciutkie. Alkohol pozostaje w ukryciu, jedynie średnio mocna goryczka w finiszu daje temu degustacyjnemu wywarowi lekkiego pazura. Wszystkie elementy grają wzorowo, piwo jest harmonijną całością. Nie zawiodłem się, to jest polska wersja foundersowego Doom. (8/10)

Drugie piwo z chmielowej serii Ziemi Obiecanej, czyli Hops Menu Amarillo + Au035 + Ella (ekstr. 12%, alk. 4,9%) trzeba chyba traktować dwutorowo. Otóż aromat jest bogaty i niesłychanie soczysty. Mango, brzoskwinia, słodka pomarańcza, delikatny ananas, subtelna żywica – ciężko się na nim skupić, usta same zanurzają się w piwie… i w tym momencie następuje lekki zawód. Owszem, jest smaczne, jest sesyjne, jednak efektu soczystości w smaku już próżno szukać. Piwo jest lekkie, na granicy z wodnistością, z mocno stonowaną goryczką. Cóż by to była za petarda, gdyby smak był w stanie dostarczyć to, co aromat obiecuje. Dobre piwo, ale drugie wrażenie jest jednak słabsze od pierwszego. (6,5/10)

Kontraktowiec Hoppy Beaver rozpoczął działalność od warzenia niszowych stylów piwnych. Najpierw był scottish ale oraz tripel, później dołożono do układanki american portera. W dalszym ciągu szanuję za odwagę. Dark Angel (ekstr. 14%, alk. 5,6%) pachnie deserowo, jak czekoladowe pralinki z czerwonymi owocami. Połączcie sobie w myślach Mon Cheri z niesprecyzowaną bombonierką i będziecie wiedzieli, o co mi chodzi. W smaku rzecz jasna nie jest tak słodko jak w aromacie, choć w dalszym ciągu czekoladowo oraz owocowo. Na tym odcinku zaczynają być odczuwalne chmiele, wprawdzie nie w formie lupulinowej bomby, a bardziej dyskretnie, ale skoro dodano do piwa Summita, to może tak jest właśnie lepiej. Piwo jest średnio pełne, przyjemne i do polecenia dla fanów stylu. (6,5/10)

Imperialny Porter od Jana Olbrachta (ekstr. 24%, alk. 9,5%) trafił do mnie przesyłką wraz z imperialnym stoutem z tegoż browaru. No to proszę bardzo. Panowie z Jana Olbrachta pogrywają sobie tutaj nad wyraz klasycznie – nuty prażonego ziarna zespolone są z czekoladą i subtelną śliwką, jak i dyskretną nutką alkoholu, odczuwalną jednak przez nos, zaś w smaku już ukrytą. Wraz z ogrzaniem uwalniają się również nuty wywołujące skojarzenia z czerwonymi owocami, zahaczające o czerwone wino. Ciekawiej dzieje się właśnie w smaku, gdzie przewijają się podkreślone akcenty orzechów włoskich. Piwo jest słodkie i gęstawe, choć lekki kwasek łamie te dwie cechy. Sporo się w tym piwie dzieje, ale z drugiej strony nie posiada oczekiwanej głębi. Rezultat końcowy jest bądź tylko bądź aż dobry. (6,5/10)

Zgodnie z oczekiwaniami, fasolkowość Coffee Wołgi (alk. 5,5%) jest właściwie czysto iluzoryczna, a piwo pachnie jak połączenie świeżo zmielonego ziarna i zaparzonej czarnej, co gładko przechodzi w rejony popiołowo-palone. To dobrze. Owsiankę można wyniuchać, a jeszcze bardziej wyczuć w smaku, piwo przy lekkiej kwaskowości jest też dość gładkie. To też dobrze. Jest to kolejne po Doktorze Plamie w zasadzie jednowymiarowe, kawowe piwo od Artezana, które zaskakująco dobrze wchodzi. Jestem z tego zakupu bardzo zadowolony. (7/10)

Najlepszym piwem tego zestawu jest bez dwóch zdań kompleksowy, bourbonowy Wormhole od chłopaków ze Szpunta, choć i proste, bezpretensjonalne pozycje od Browaru Jana oraz Artezana uważam za jak najbardziej godne polecenia.
slider 7757807839439809017

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)